KOBIETA (1)

 

Cześć! Jestem Zosia i mam wiele życiowych wątpliwości, którymi chciałabym się podzielić z wami zamiast z fryzjerką na rogu i  szarlotką z lodami. Jestem zdezorientowana, zdezorganizowana i zdecydowana na zmiany….właściwie codziennie. Jestem niezależną, silną i dynamiczną kobietą. Niezależnie od okoliczności, silnie wierzę, że mam tę moc i ten dynamit. Niestety moja silna osobowość nie radzi sobie z silną wolą, to zbyt wiele…

Szok i niedowierzanie. Środek zimy, no tak, bo od tygodnia pada śnieg i standardowo wyglądam jak zombie. Jak zombie bałwan raczej. Nie można wyglądać dobrze w styczniu! Jest się w cyklu roztrenowania dietetycznego, dopiero co były święta, tak? Po drugie, nie dość, że wieje to jeszcze ze śniegiem. Trzeba więc, zakładać rajtuzy pod spodnie, dwie pary skarpet, golf i coś na ten golf. Nie można wyglądać atrakcyjnie, ani się czuć, kiedy Ci te dżinsy zjeżdżają po rajtuzach. Chwała niebiosom, samotne kobiety nie golą nóg w sezonie grzewczym, więc poślizg się zmniejsza! Dramat! W takim outficie to się może czuć tylko stara panna bibliotekarka! Owszem pretenduje do tytułu Starej Panny roku 2016, ale golf to nie moja druga skóra! Tak więc mamy styczeń, a ja się umówiłam na randkę, poważną w dodatku,  bo to  kolacja. Szał, karnawał, burżuazja!

Zośka, masz tydzień, żeby się wbić w swoją randkową sukienkę. Tydzień….przebiegle. Bo kiedy Adaś przypomniał sobie moje maślane oczy i stwierdził, że będę łatwym celem ( a i owszem), zadzwonił z zaproszeniem. Ja Zosia K. z domu K. udawałam zaskoczoną i jednocześnie mój procesor pracował na najwyższych obrotach jak dać sobie trochę czasu na doprowadzenie do stanu publicznej używalności.

– PROJEKT! Pracuje nad BARDZO ważnym projektem i znajdę czas dopiero w przyszły piątek. Ale bardzo chętnie, dziękuje, to do zobaczenia, fajnie, że zadzwoniłeś, pa!
Wujku Google, dieta cud!? Gdyby tylko Adaś wiedział, że projekt dotyczy wykrojenia mnie na wymiar… 7 dni! Kupa czasu! W końcu jeszcze niedawno byłam na diecie, nawyki zostały. Zaraz kiedy to….w lecie nie mogłam bo były lody i plażing. Na wiosnę miałam ciągle katar i musiałam się pocieszyć. W zimie się nie odchudza, przecież każdy to wie. Wcześniej był listopad- wiadomo deprecha. Chyba rok temu w październiku byłam 2 razy na pilatesie i robiłam owsiankę. Takich rzeczy się nie zapomina! Tylko, że wtedy schudłam 2 kg w miesiąc, a teraz muszę 4 w tydzień…

Dukan! Kryśka stosowała, schudła pięknie. Co prawda musiała sobie lewatywę zrobić i teraz jakieś tabletki łyka na wątrobę, ale ja potrzebuje tylko na tydzień. No to ładujemy białko! Ojeju, poczułam się jak jakiś Stallone! Eye of the tiger! Och, widzę go w tym dresie na szczycie schodów! To takie motywujące!

7 dni później

Nienawidzę kurczaka. Rzygam twarogiem. Kopnęłabym tą szczęśliwą kurę od szczęśliwie zniesionych jaj w jej przeszczęśliwy kuper! Oddam życie za jabłecznik. Randkę też bym oddała, ale schudłam 3 kg (fajerwerki), więc nie ma mowy. Co prawda nie pamiętam kiedy byłam w toalecie, ale zacznę normalnie jeść to się wszystko wyreguluje. Dzisiaj już sobie pączka do kawy na śniadanie zjadłam, w końcu do wieczora kilogramy nie wrócą. I humor lepszy! Zrobić się tylko na bóstwo, schować spuchnięte łydki w but i kroczę ja: szczuplejsza o rozmiar by topić męskie serca. I w końcu się porządnie najem.

5 godzin później

Adaś jest taki uroczy. Inteligentny, dowcipny i wysportowany, po prostu ideał. I ten ideał pyta mnie:

– A Ty Zosiu jaki sport uprawiasz?

Chciałam powiedzieć, że jogę. Ale się zorientowałam, że tym jedynie zwiększę szansę na stworzenie okazji by jednak się przekonał, że jogę widziałam tylko przez okno w tej szkole obok bloku. A kłamać nie ładnie.

– Jooooging. Lubię pobiegać sobie czasem, to taaaaakie relaksujące – powiedziałam z niekłamanym (tak bardzo) entuzjazmem. – Ale wiesz, ostatnio miałam tyle pracy, że nie miałam kiedy wyjść w plener (wyjdziesz zaraz z siebie, Zośka! Plener? Powiedziałam: plener?).

– O to świetnie! Musimy się umówić na wspólny trening. Może jutro? Zrelaksujesz się po tym ciężkim tygodniu.

– Jasne! Rzekłam ja – uradowana Zośka z sernikiem w ustach. Już czuję jak się relaksuje…

Przecież ja nie mam nawet stanika sportowego! A można biegać w trampkach? Z wrażenia czuję, że się w końcu wypróżnie! Wujku Google, o której otwierają Decathlon?

Anna Paluch