leaves-1051937_1280

Pamiętacie może jeszcze rozprawę Zosi na temat hormonów? Zosia ma skłonności do przesady jednak w życiu każdej kobiety bywa taki dzień raz na tydzień, a przy dobrych wiatrach raz na 2 tygodnie, czy u wybitnie dobrze funkcjonujących dam raz na miesiąc, kiedy łapiemy doła. Nie znamy przyczyny, nie wiemy ile potrwa, ale jesteśmy niesione nadzieją i śladem pamięci, że następny dzień będzie z dodatkowym turbodoładowaniem. Jednak TEN dzień musi się skończyć, a my musimy przetrwać bez utraty przyjaciół i wniesienia przez małżonka pozwu o rozwód. 

Sposoby na doła w domowym zaciszu

  1. Aktywność fizyczna. Wiem, zaczynam z grubej rury, ale wszelkie dowody wskazują na to, że umiarkowana aktywność fizyczna spowoduje produkcje hormonów szczęścia. Co prawda, uwaga jeśli nasz dół wiąże się z odczuwaniem nieokreślonego lęku, wtedy przyspieszenie akcji serca może spowodować dodatkowy atak paniki. Ale generalnie sport to zdrowie. Dodatkowo spalamy kalorie, które tego dnia nagminnie nadrabiamy. A jak się porządnie zmęczysz to odechce Ci się histeryzować! Niestety bywają dni, kiedy podniesienie ręki by wsypać kawę do kubka to już mega wysiłek, wtedy wybieraj spośród innych rozwiązań.
  2. Aktywność fizyczna wersja poprawiona. Zabawa w perfekcyjną Panią Domu, czyli ambitne porządki. Nie ma to jak się wyżyć fizycznie i jeszcze widzieć efekty swojej pracy w postaci stosu wyprasowanego prania czy błyszczących szyb. Powiem wam, że mnie najbardziej odstresowuje mycie okien właśnie. Nie obiecam, że poczujecie się lepiej, ale przynajmniej zleci jakoś ten okropny czas.
  3. Objadanie się, ale zdrowe, w miarę możliwości. Wiadoma sprawa, że w takie dni potrzebujemy mega dawki cukru. Zachęcam do wybierania owoców, w końcu mamy już sezon. Jeśli to musi być cukier w cukrze to może sama coś zrobisz? Odwrócisz trochę uwagę od smuteczku topiąc czekoladę do brownie. A domowe słodycze można jeść, prawie bezkarnie. Domowe masło orzechowe z domowym dżemem ewentualnie też. 
  4. Przytulanie. Badania nie kłamią i praktyka również. Pod wpływem przytulania produkowana jest oksytocyna hormon miłości i zaufania. Niweluje poczucie stresu i zagrożenia, czujemy się zaopiekowane. Ważny czynnik: wyrozumiałość przytulającego, inaczej możemy pogorszyć swój stan. Brakuje Ci kogoś, żeby się do niego wczepić, możesz skorzystać z usług pluszowego misia, psa lub butelki wina. Kolejność nieprzypadkowa, od najmniej efektywnych do najbardziej. 
  5. Alkohol. A propo przytulania wina. Oczywiście alkohol nie rozwiąże naszych problemów, ale przynajmniej chwilowo jest szansa na to, aby zapomnieć, że nie pamiętamy dlaczego właściwie chce nam się płakać. Pozostaje kwestia ilości. Proponuje umiarkowaną ilość w przeliczeniu na lampki, a nie butelki, gdyż możemy doprowadzić do stanu odwrotnego do zamierzonego, czyli dół pogłębić.
  6. Ciepełko. Nie bez przyczyny częściej łapiemy doła zimą i jesienią. Nie bez powodu mówi się o wpływie witaminy D na wywoływanie zaburzeń nastroju. Jest coś w tej życiowej energii Hiszpanów czy Włochów związane z klimatem. Słońce i ciepło mogą być ratunkiem na gorsze dni. Nie musisz od razu rezerwować wczasów, bo jutro prawdopodobnie będzie po dole, jednak wystawienie się do słońca jest sposobem na już. Klimat bardziej burzowy? Możesz wybrać się na naświetlanie albo do sauny, tam się tak wygrzejesz, że odechce Ci się histeryzować! 
  7. Seriale. Nic tak nie odwraca uwagi od depresji jak dobry, bezsensowny najlepiej serial. Dla ambitnych może być coś bardziej z sensem jak “Seks w wielkim mieście” czy “Przyjaciele”. Nie  chcesz żadnych życiowych powiązań, bo jeszcze coś ci się przypomni? Bierz się za kryminały –  “Zabójcze umysły”, “Mentalista”. Odradzam “Chirurgów” – sam widok deszczowego Seattle pogłębia doła, nie mówiąc już o minie Meredith. 
  8. Książka. Jesteś ambitną kobietą sukcesu i Ciebie takie rzeczy jak stany obniżonego nastroju nie dotyczą? Dobra, dobra wmawiaj sobie co chcesz i w te mniej zapracowane dni wybierz wieczór z książką. To tak na wypadek, gdyby Cię te szpilki zaczęły trochę cisnąć korpokrólowo :) Oczywiście książka nie może być byle jaka – najlepiej coś o rozwoju osobistym.
  9. Wanna, świece i muzyka. Tylko we wzajemnym połączeniu. Inaczej nie pomoże. Muzykę wybierz taką, która Cię zrelaksuje, mogą być płaczliwe ballady, w końcu już TEN straszny dzień zbliża się ku końcowi. Świece  i płyn do kąpieli niech pachną lawendą, która działa uspokajająco, albo przynajmniej czymś do jedzenia np. czekoladą! Wanna musi być pełna gorącej wody (patrz punkt 5).
  10. Płacz, głupia płacz! Jeśli czujesz, że twoja wewnętrzna fontanna wzbiera i przebiera to pozwól sobie na małą Niagarę. Nie będziesz przez to głupsza, mniej poważna, dziecinna. To zawsze oczyszczające doświadczenie i nie ma przed czym się wzbraniać. Hormony trochę lubią namieszać i to żaden wstyd płakać, nawet bez powodu. Na wiele, rzeczy sobie nie pozwalamy bo nie wypada i przez to blokujemy swoje potrzeby, które nie wyrażone duszą nas od środka. Dzisiaj wylejesz morze łez, a jutro będziesz się do tego wspomnienia uśmiechać i tyle z wstydu.
  11. Sen. Takie dni najlepiej przespać. Regeneracja to ważna część zdrowego stylu życia i czasem naprawdę można przespać 14 godzin. Wtedy nie myślimy tyle, nie odczuwamy tak boleśnie kołatania serca i nie wmawiamy sobie, że jesteśmy nienormalne. To dobre dla naszej głowy i ciała. Zasypiając wieczorem, możesz być prawie pewna, że rano zaświeci znowu Twoje wewnętrzne słońce, będzie tęcza i różowe jednorożce!

Łatwo się pisze takie listy kiedy już jest dzień po :) Żeby nie zwariować i za bardzo nie naubliżać ani sobie ani bliskim osobom warto sięgnąć do tych sposobów, które bezboleśnie mogą trochę zniwelować ból istnienia. Można też po prostu burze przeczekać. A jakie są Wasze sposoby na doła? Czego słuchacie, co oglądacie, jak sobie radzicie?

Anna Paluch