fbpx

Strefa Specjalisty. Czy strach przed chorobą motywuje?

Radzenie sobie z chorobą nieuleczalną i wymagajacą ścisłego reżimu dietetycznego może być dla pacjenta bardzo wymagającym wyzwaniem, z którym łączy się wiele negatywnych emocji i poczucia odizolowania od dotychczasowego życia. Początkowo motywacja wynikająca ze strachu przed utratą zdrowia może być czynnikiem motywującym. Specjaliści często wykorzystują te argumenty w zmianie stylu życia pacjentów. Warto pamiętać, że strach ma krótki termin przydatności. Dlaczego strach przed chorobą wcale nie motywuje?

„Badania pokazują, że próby czerpania motywacji ze strachu, poczucia winy i wstydu po prostu nie są skuteczne, a życzliwość wobec samego siebie daje znacznie większe szanse na podjęcie działań zgodnych z naszymi intencjami. „

Tara Mohr

Choroba wymusza zmiany. Co to oznacza?

Przyjmijmy założenie, że mamy do czynienia z pacjentem z chorobą o charakterze przewlekłym. Różne choroby wymagają różnego rodzaju podejścia, niektóre wymuszają większe restrykcje jak np. celiakia, a inne mniejsze jak np. insulinooporność. Można się jednak zgodzić co do jednego, prowadzony styl życia i sposób odżywiania mają bardzo duży wpływ na rozwój choroby czy natężenie objawów. Pojawia się trudność w akceptacji informacji o przewlekłym charakterze choroby, która nie jest przejściową niedyspozycją, lecz już na zawsze będzie stałym elementem życia chorej. Diagnoza, wskazuje na zmianę statusu osoby dotychczas zdrowej na status chorego. Przejście to wiąże się z nowym sposobem widzenia samej siebie, relacji z innymi i ról społecznych naznaczonych chorobą. Po postawieniu rozpoznania lekarz nie przepisuje leków, które należy przyjmować do końca życia, lecz zaleca dożywotnie stosowanie diety. Już pierwsze próby jej wprowadzenia uświadamiają, że niezbędne jest przeorganizowanie dotychczasowego sposobu jedzenia, rezygnacja z lubianych potraw oraz zmiana nawyków związanych z zakupami i konsumpcją poza domem. Pojawiają się pierwsze nieprzyjemne emocje. Wizja rozwoju chorób współistniejących, nagłe ograniczenia oraz odczuwanie negatywnych stanów emocjonalnych przekładają się na pogorszenie zdrowia psychicznego i somatycznego oraz gorsze funkcjonowanie psychospołeczne. Pojawia się dezorientacja. Tak dużo? Tak na zawsze? Obawy często są potwierdzane przez lekarzy z przykazami wprowadzenia restrykcji. Początkowo pojawia się smutek i poczucie krzywdy, że nie można już korzystać z życia na takich zasadach jak przed chorobą. Pacjent często szuka odpowiedzi na pytania, dlaczego jego to dotknęło i jak sam mógł się do tego przyczynić. Pojawia się poczucie winy, ale i bezradność, bo wizja przyszłego życia wydaje się trudna i bezsensowna. Wachlarz nowych emocji sprzyja odmawianiu sobie przyjemności, wycofaniu z relacji oraz ograniczeniu własnych aktywności do wąskiej sieci bezpiecznych i sprawdzonych kontaktów. Towarzyszy temu smutek i żal, porównując życie przed i po diagnozie. Radzenie sobie z tą nową rzeczywistością to wieloetapowy proces, który jak w przypadku innych chorych wiąże się z przeżyciem fazy szoku, rozpaczy, pozornego, a następnie konstruktywnego przystosowania się. Napotykane trudności, poddane negatywnej, subiektywnej ocenie mogą prowadzić do pogorszenia funkcjonowania w stosunku do tego sprzed choroby w pewnych aspektach życia. Pozytywne poradzenie sobie z nimi i przejście przez kolejne etapy mogą wzbogacić osobę chorą poprzez zmianę w wewnętrznych standardach i celach życiowych. Tymczasem bardzo często wizja choroby czy pogorszenia stanu staje się „batem” nad pacjentem, który jest traktowany w sposób negatywny, a nie jako szansa na dobrą zmianę. Zmiany funkcjonowania w chorobie dietozależnej są odpowiedzią na pojawiające się emocje i utrudnienia natury praktycznej. Dotyczą głównie sposobu jedzenia i reorganizacji czynności z nim związanych, które z kolei wywołują dalsze przeobrażenia w aktywnościach podejmowanych na gruncie rodziny, w życiu społecznym i zawodowym. Sposób postrzegania tych zmian ma więc ogromne znaczenie dla funkcjonowania w chorobie.

Czego pacjent się boi?

Oczywiście, że pacjent obawia się diagnozy. Większy lęk o swoje zdrowie towarzyszy epizodom pogorszenia stanu zdrowia, natomiast krótkotrwały strach pojawia się, kiedy na chorobę lub objawy wskazują wyniki badań, a my nie zauważamy, aż tak dokuczliwych sygnałów. Bardzo często pacjenci bardziej od samej diagnozy boją się dokuczliwości zmian, które muszą wprowadzić. Muszą. Na tym też polega problem, poczucie przymuszenia, straszenie, duże restrykcje i ograniczenia. Pacjent ma prawo czuć się przygnieciony. Reakcja może być dwojaka. Z jednej strony wzmożenie lęku i stresu, zamknięcie się w sobie i próba podołania nowym zasadom. Towarzyszy im przewlekły lęk i duże przeczulenie na punkcie zdrowia. Wprowadzane są restrykcje nawet większe niż te wymagane. Obciążenie emocjonalne jest bardzo duże. Z drugiej strony mamy jawny bunt i próbę udowodnienia, że mnie to nie dotyczy. Szukanie przykładów osób, które nie wprowadziły zmian i szukanie innych metod, bo przecież pewnie są na to leki lub suplementy. Zaprzeczanie, że zdrowy styl życia może mieć aż taką wartość. Te reakcje to tak naprawdę kolejne etapy żałoby po utracie dotychczasowego życia albo raczej wizji życia jakie mieliśmy. Nagle ktoś mówi, że robimy coś źle. Nikt z nas tego nie lubi. Ktoś każe nam wprowadzić zmiany, których nie lubimy i nie chcemy. Rodzi się opór. W naszej głowie toczy się walka miedzy przyzwyczajeniami i poczuciem, że ja nie mogę mieć tego problemu, a z drugiej strony trudno zaprzeczyć wynikom badań czy specjalistom, choć usilnie nasz mózg pracuje na to. A im bardziej straszymy, tym bardziej szukamy jakiegoś pęknięcia w tym obrazie. Zamiast się podporządkować, buntujemy się. Zamiast zrozumieć, przestajemy słuchać.

Dlaczego straszenie wcale nie pomaga?

Oczywiście rodzi opór. Nikt nie lubi być straszony, dlatego nasz umysł się przed tym broni. Jest jeszcze jeden problem związany z operowaniem strachem jako argumentu. To tzw. teoria opanowania trwogi, zgodnie z nią ludzie odczuwają strach na myśl o własnej śmierci. To jedyne zagrożenie, którego staramy się unikać, a które i tak stanie się naszym udziałem. Kiedy tylko przypominamy sobie o śmierci, nasz mózg wpada w panikę. Nie musimy o niej myśleć bezpośrednio, często to efekt obejrzanych wiadomości czy przeczytanych wpisów na FB. Bardzo często nie jest uświadomiony, po prostu generuje nieprzyjemne napięcie, które trudno nam opisać. Wizja choroby, strach generowany argumentami lekarza również może wprowadzić nasz umysł w stan paniki. W końcu skutkiem choroby mogłaby być śmierć. Jednak zgodnie z teorią opanowania trwogi mamy w sobie wewnętrzny mechanizm, który broni nas przed efektami tego procesu myślenia. Odczuwamy potrzebę zrobienia czegoś, co zneutralizuje poczucie bezradności. Sięgamy po to, co sprawia, że czujemy się znów spokojni, pewni, bezpieczni. A kiedy tak się czujemy? Kiedy zjemy ulubiony deser albo zapalimy kolejnego papierosa. Dlatego straszenie konsekwencjami diety bogatej w węglowodany proste czy palenia papierosów wywołują…chęć sięgnięcia po te produkty, które bardzo często są naszym comfort food. Badania wskazują, że osoby, które miały pomyśleć o swojej śmierci, robiły dłuższe listy zakupów, chętniej sięgały po produkty na pocieszenie czy po ciastka. Kiedy w wiadomościach przekazywano tragiczne informacje, ludzie lepiej reagowali na reklamy produktów luksusowych. Najnowszy samochód nie da nam poczucia bezpieczeństwa, ale poprawi nasz obraz siebie i da poczucie siły. Dla wielu ludzi zakupy są właśnie tym sposobem na odzyskanie kontroli i poprawy samopoczucia. Stres wywołuje pragnienia i pożądanie oraz sprawia, neurony dopaminy stają się wrażliwsze na pokusy. Żeby przerażające obrazy na paczkach papierosów powstrzymywały od palenia, musi się wyrobić nawyk. Straszenie aktywnych palaczy raczej nie ma sensu i wywoła efekt przeciwny do zamierzonego. Można się spodziewać, że podobne efekty przyniesie straszenie konsekwencjami braku zmiany sposobu odżywiania w przypadku osób chorych.

Co zamiast straszenia?

  • Łagodna rozmowa o wpływie zmiany stylu życia na objawy i samopoczucie. Reagowanie na opór pacjenta zrozumieniem jego położenia. Nie stosowanie zaleceń opartych na bezwzględnych zakazach.
  • Przeanalizuj historię pacjenta biorąc pod uwagę prowadzony dotychczas styl życia, dostosowując nowe zalecenia tak, by były jak najmniej obciążające mimo otrzymanej diagnozy. 
  • Praca z wartościami. Rozmowa na temat najważniejszych dla pacjenta wartości i ich odniesienia do zmiany.
  • Wspieraj i okaż zrozumienie dla bardzo dużego przeorganizowania życia pacjenta. Pozwól pacjentowi brać czynny udział w wyznaczaniu celów i opracowywaniu planu działania. Dopytuj o to, jakie kroki pacjent MÓGŁBY/ CHCIAŁBY powziąć. Rozmawiaj o wątpliwościach. Na początku współpracy bądź w stałym kontakcie.
  • Pracuj z emocjami zwłaszcza z lękiem przed zmianą. Niewiedza generuje lęk. Wyjaśnij dokładnie na czym polega leczenie, dlaczego pewne ograniczenia mają tak duże znaczenie. Rzetelna i zrozumiale przekazana wiedza oraz materiały edukacyjne to najlepszy sposób na obniżenie lęku.
  • Stworzenie z pacjentem praktycznych list: dozwolonych produktów, ważnych zasad związanych z przygotowywaniem czy korzystaniem z jedzenia w innych miejscach. Takie ułatwienia będą ważne dla pacjenta, zwłaszcza na początku dietoterapii, gdy informacji i zaleceń jest bardzo dużo.
  • Praca nad gotowością do wprowadzenia zmiany. Określenie gotowości na skali od 0-10. Zapytanie pacjentki o to, dlaczego nie wybrała mniejszej liczby? Zastanowienie się nad tym, co musiałoby się wydarzyć, żeby gotowość się zwiększyła. Zastanowienie się nad strategiami, które mogą na to wpłynąć.
  • Dla osób, które z jedzenia czerpały dużo przyjemności rezygnacja z pewnych produktów i potraw może być bardzo trudna, dlatego należy zadbać o zasoby samokontroli by nie ulegać pokusie jedzenia tradycyjnego. W tym celu warto szukać jak najbardziej podobnych zamienników produktów. Warto ograniczyć, na tyle, na ile to możliwe, biorąc pod uwagę innych domowników, obecność niektórych produktów w domu. Niech produkty o niepewnym składzie nie będą pozostawiane w zasięgu wzroku. 
  • Pomocne w poradzeniu sobie z lękiem i dużym obciążeniem będzie stworzenie z pacjentem dostosowanej dla niego rutyny dla odprężenia. To lista działań, które może podejmować by odbudować swoje zasoby psychofizyczne np. kąpiel, aromaterapia, joga, spacer, drzemka czy masaż. Zachowania powinny być aktywne i przyjemne. 
  • Kiedy czujesz, że problemy emocjonalne i życiowe pacjenta są zbyt dużym obciążeniem by poradzić sobie z nimi bez odpowiedniego wsparcia zachęć do skorzystania z usług terapeuty.

Strach nie motywuje. Podkreślanie błędów i potknięć nie motywuje. Motywuje podejście oparte na empatii, zrozumieniu i przekazaniu potrzebnej wiedzy. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej jak pracować z pacjentem zapraszam na cykliczne webinary. Najbliższy webinaria poświęcony zostanie jadłospisowi. Czy zawsze się sprawdza? A jeśli nie, to jak pracować bez użycia podstawowego narzędzia w pracy dietetyka? Warto otworzyć się na nowe możliwości, dla pacjenta, zapraszam. Szczegóły poniżej.

Serdecznie zapraszam do odsłuchania PODCASTU oraz subskrybcji mojego kanału na Spotify oraz iTunes. Czekam na pierwsze opinie i komentarze. 

Previous

Strefa Specjalisty. Przekonania i odchudzanie. (Podcast)

Next

REHABILITACJA WAGI W ZABURZENIACH ODŻYWIANIA. NAJWIĘKSZE WYZWANIA

About Author

Anna Paluch

Jestem psychologiem, psychodietetykiem, szkoleniowcem, autorką szkoleń stacjonarnych oraz e-kursów i webinarów psychodietetycznych dla specjalistów. Już od 5 lat prowadzę Gabinet Psychodietetyczny Flow By Ania, gdzie pomagam naprawiać relacje z jedzeniem, wspieram w wychodzeniu z zaburzeń odżywiania. Udzielam wsparcia psychologicznego w pracy z kryzysem i w pracy nad rozwojem osobistym z zakresu wzmacniania poczucia własnej wartości, pewności siebie czy stawiania granic w relacjach. Wspieram w rozwoju zawodowym w radzeniu sobie ze stresem i wypaleniem zawodowym. Pracuje holistycznie – korzystam z różnych gałęzi psychologii w oparciu o pracę z wartościami i niewspierającymi przekonaniami.

Check Also